17.01.2008 Skrót wiadomości IDG.pl - wersja audio Dziś w IDG.pl: Internet 50 Mb/s w polskich domach to pieśń przyszłości; Dwóch się bije,... >>
Wiadome niusy
2008-01-21
Wiadomosci / s Radsław Sikorski odwiedzi Moskwę
Do Moskwy przybędzie około18 polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Oficjalny program wizyty rozpocznie się jutro. Szef resortu spraw zagranicznych złoży najpierw wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza przy ścianie kremlowskiej. Na placu Łubianka przy Kamieniu Sołowieckim uczci pamięć ofiar zbrodni stalinowskich. Następnie Radosław Sikorski przeprowadzi rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem i doradcą prezydenta Władimira Putina, Siergiejem Jastrzębskim. Przewiduje się, że jednym z głównych tematów rozmów ma być sprawa ewentualnego zainstalowania w Polsce elementów amerykańskiej tarczy rakietowej. Rosja konsekwentnie występuje przeciwko budowie tarczy w Europie Środkowej. Szef polskiego MSZ omówi także szczegóły wizyty premiera Donalda Tuska w Rosji zaplanowanej na 8 lutego.
Premier powołał szefów dwóch służb bez opinii prezydenta - potwierdza wiceszef prezydenckiej kancelarii Robert Draba. Chodzi o Krzysztofa Bondaryka, który został szefem ABW oraz Macieja Hunię, który kieruje wywiadem wojskowym. O tym, że przed powołaniem szefów służb premier powinien zasięgnąć opinii prezydenta napisał w piątek "Newsweek" na swoich stronach internetowych. Prezydencki minister Robert Draba, który jest teraz z Lechem Kaczyńskim w stolicy Gruzji potwierdził, że na początku stycznia do prezydenckiej kancelarii wpłynęły dwa wnioski od premiera. "W jednym przypadku prezydent wysłał do premiera list z pytaniami dotyczącymi osoby, która ma zająć takie stanowisko. W drugim przypadku prezydent takiej opinii nie przygotował. Powołanie szefów służb bez opinii prezydenta jest przedwczesne. Nie jest to niezgodne z prawem, ale myślę, że jest to naruszenie dobrego obyczaju politycznego" - stwierdził Robert Draba. Politycy Platformy Obywatelskiej odpowiadają, że stało się tak dlatego, że prezydent mógłby chcieć przeciągać wydanie opinii. Z kolei Kancelaria Premiera podała, że powołanie szefów służb było skonsultowane z Rządowym Centrum Legislacji i nie doszło tutaj do naruszenia prawa.
Przedstawiciele Platformy Obywatelskiej i Kancelarii Prezydenta spierają się o to, kto był źródłem medialnego przecieku stenogramów z posiedzenia Rady Gabinetowej, w ubiegłym tygodniu. Prezydencki minister Michał Kamiński zapewnił, że Kancelaria Prezydenta nie jest źródłem przecieku stenogramów z posiedzenia ostatniej Rady Gabinetowej. Kamiński podkreśla, że nie tylko prezydent dysponował nagraniami z posiedzenia Rady. Jak przekonuje stenogram i kasety od czwartku znajdują się w rękach Kancelarii Premiera, a publikacja, podkreśla minister, miała miejsce w sobotę. Zdaniem Kamińskiego Pałac Prezydencki nie jest więc stroną, w którą należy kierować pytania o los stenogramu. Michał Kamiński uważa także, iż sama treść nagrań z Rady Gabinetowej pokazuje nieprzygotowanie strony rządowej do rozmów o reformie służby zdrowia. Jak mówi lektura stenogramów napełnia go smutkiem, bo - jak tłumaczy - ujawniona treść rozmów nie tylko pokazuje niestandardowe i nieeleganckie zachowanie rządu wobec prezydenta, ale przede wszystkim brak kompetencji Rady Ministrów w tej dziedzinie. Michał Kamiński powiedział, że kłamstwem są opinie członków rządu, iż z winy prezydenta Rada Gabinetowa skończyła się nagle. Zwrócił on uwagę na to, że w stenogramie można przeczytać długie końcowe przemówienie prezydenta w którym podziękował on uczestnikom za udział oraz życzliwie pożegnał się z uczestnikami. Z nagrania posiedzenia Rady Gabinetowej opublikowanego na stronach Kancelarii Premiera wynika również, że prezydent Lech Kaczyński powiedział do minister Ewy Kopacz: "To nie wiec, to Rada Gabinetowa". Według Michała Kamińskiego taki zwrot nie jest niekulturalny. Kamiński tłumaczy, że w sytuacji, gdy minister zdrowia używała stwierdzeń kolokwialnych i zamiast merytorycznie rozmawiać, posługiwała się hasłami, prezydent ma prawo zwrócić jej uwagę. Tymczasem Jarosław Gowin z PO wskazuje, że to otoczenie prezydenta było źródłem przecieku stenogramów. Poseł Platformy Obywatelskiej uważa, że wynika to z treści przecieku, który przedstawia rząd Donalda Tuska w niekorzystnym świetle. Jak przekonuje porównując opublikowane wczoraj przez " Dziennik" fragmenty z pełną wersją, zamieszczoną wieczorem na stronach Kancelarii Premiera, to źródło przecieku wydaje się oczywiste. Jego zdaniem fragmenty, jakie opublikował "Dziennik", spreparowano na potrzeby mediów. Według Gowina - chodziło o to, by dowieść rzekomej niekompetencji i nieprzygotowania rządu do rozmów. Poseł Gowin podkreśla, że współpracownicy premiera nie publikowaliby takiej wersji stenogramów, która jest dla niego niekorzystna. Jak mówi oznaczałoby to, że w Kancelarii pracują sabotażyści, którym zależy na kompromitowaniu premiera. Według polityka PO widać, że manipulacji w stenogramach dokonały osoby, którym zależy na osłabieniu autorytetu szefa rządu. Część stenogramu z posiedzenia Rady Gabinetowej ujawnił wczoraj, jako pierwszy, "Dziennik". Napisał, że Rada Gabinetowa była chaotyczne. Po publikacji prasowej Kancelaria Premiera zdecydowała się umieścić, na swojej stronie internetowej, całość nagrań.
Traktat z Lizbony różni się tylko niewiele od odrzuconej Konstytucji Unii Europejskiej - uznała Komisja Spraw Zagranicznych Izby Gmin w specjalnym raporcie przedłożonym posłom. Jutro, brytyjski parlament rozpoczyna debatę nad ratyfikacją lizbońskiego traktatu. Członkowie komisji parlamentarnej jako przykład podali fragment poświęcony polityce zagranicznej Unii Europejskiej. W stosunku do odrzuconej konstytucji w traktacie lizbońskim wprowadzono tylko dwie kosmetyczne poprawki. Jedna nie ma charakteru wiążącego, a druga jest zmianą tytułu urzędnika kierującego unijnymi sprawami zagranicznymi. W konstytucji mowa jest o ministrze spraw zagranicznych, natomiast w Traktacie z Lizbony o wysokim przedstawicielu do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Raport komisji krytykuje rząd za świadome pomniejszanie roli traktatu oraz znaczenia projektowanych w nim instytucji unijnych i przypomina, że rządząca Partii Pracy obiecała przeprowadzić referendum w sprawie Konstytucji Unii Europejskiej. W reakcji na raport, brytyjski minister spraw zagranicznych David Miliband powtórzył rządową tezę, że referendum nie jest potrzebne, gdyż traktat z Lizbony to nie konstytucja i do jego ratyfikacji wystarczy decyzja parlamentu. Jutro w Izbie Gmin rozpoczyna się debata parlamentarna w sprawie traktatu i zapowiada się ona burzliwie.
s Radsław Sikorski odwiedzi Moskwę Do Moskwy przybędzie około18 polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Oficjalny program wizyty rozpocznie się...